Czemu niektórzy ludzi są przebojowi, otwarci, a myśl o porażce nigdy nie przychodzi im do głowy, a inni znowu pocą się na samą myśl o spytanie się kogoś o godzinę? Tez jest wiele ja jednak skłaniałbym się ku środowisku w jakim byliśmy wychowywani i samym wychowaniu. Jeśli nasi ukochani rodzice trzymali nas pod kloszem nie mogliśmy poznawać świata i przełamywać naszych barier to najprawdopodobniej oni są niestety przyczyną. Wtedy kiedy nie przychodziło nam do głowy to co pomyślą sobie inni i tym podobne bzdety. Poszerzanie strefy komfortu było dla nas wtedy czymś naturalnym robiliśmy to nieświadomie radząc sobie przy tym chyba najlepiej w całym naszym życiu. Podobnie działało środowisko. Gnojenie przez inne dzieciaki w żadnym razie nie działało wedle przysłowia " Co Cię nie zabije to wzmocni " o nie. To wszystko skłaniało raczej do tego, żeby się nie wychylać, bo można dostać po łbie. W końcu jak będę cicho to może mnie nie zauważą i nic mi nie zrobią.

